Astral Money Ritual

Astral Money Ritual

Nazywam się Aneta i chciałabym opowiedzieć Wam, Droga Redakcjo i wszystkim czytelnikom swoją historię, która nauczyła mnie nie tylko pokory, ale i pokazała mi, że powinno się wierzyć w rzeczy, w które nie uwierzyłabym jeszcze 2 lata temu.

 

Jak byście poznali mnie w 2016 roku zobaczylibyście młodą kobietę, dopiero wchodzącą w swoje życie zawodowe, wkraczającą w dorosłość. W życiu zwykle miałam łatwo. Dzięki dobrze płatnej pracy mojego ojca, ani ja ani moja mama nigdy nie musiałyśmy sobie niczego odmawiać. Ukończyłam liceum z dobrymi ocenami, poszłam na studia, które opłacił mi tato, do pierwszej pracy poszłam też, można powiedzieć przez znajomości. Zupełnie nigdy nie zastanawiałam się nad tym, co sprawiło, że w naszym domu zawsze były pieniądze, a co za tym idzie, nie zastanawiałam się też nigdy nad tym, czy jesteśmy szczęśliwą rodziną.

 

Moje życie układało się, jak na moje ówczesne standardy bardzo dobrze, wydawało mi się, że mam fantastyczne i szczęśliwe życie, do momentu, kiedy mój ojciec nie zachorował. Momentalnie kurek z pieniędzmi zakręcił się, ponieważ tato nie mógł już tyle pracować, a bieżące wypłaty zaczęły być przekazywane na jego leczenie i utrzymywanie dużego i wymagającego domu.

 

Chociaż każdy zarówno mnie, jak i mojej rodzinie od zawsze zazdrościł, sama nie zastanawiałam się nad emocjami i tym, co tak naprawdę kieruje fortuną w naszym domu. Kiedy mój ojciec pochorował się, przyznał mi, że nigdy nie był szczęśliwy. Firmę, którą zyskał po swoim wuju nazywał swoim przekleństwem i męczarnią, która prawie wprowadziła go do grobu. Chociaż nienawidził swojej pracy, przez swój pracoholizm i chęć zapewnienia jak najlepszych warunków mnie i mojej mamie wciąż pracował, jednocześnie zaniedbując nas i oddalając się od mamy, którą kochał nad życie. Nie trudno było też zauważyć, że nadmiar tych pieniędzy w pewnym stopniu zepsuł też mnie, bo nie znałam zupełnie ich wartości, ani nie zauważałam tego, jak tato cierpi przez lata. Nie zauważałam też tego, że niemal nie mamy kontaktu przez tak wiele lat, mając za pozytyw to, że “ojciec się nie wtrąca”. Jak się potem też okazało, również moja mama była smutna, chociaż obwieszona drogą biżuterią. Doceniała bowiem każdy prezent od kochającego męża i mając te błyskotki wciąż przy sobie rekompensowała sobie jego brak. Dopiero tragedia w domu, uświadomiła mi, że tak naprawdę moja rodzina, choć z pozoru bogata i zadowolona z życia była zupełnie nieszczęśliwa, pieniądze, które mieliśmy w domu przenosiły tylko smutek i zniszczenie, niczym wirus, a choroba ojca stała się gwoździem do trumny naszej tragedii.

 

Żeby było tego mało, w momencie, gdy mój tato podupadł na zdrowiu i zaczął tracić pieniądze, odwrócili się od niego też jego “dobrzy znajomi” w tym mój szef, który jak się okazało tolerował mnie wyłącznie ze względu na wpływowego ojca, nie widząc we mnie dobrego pracownika, a inwestycję. W pewnym momencie stałam się po prostu zbędnym, generującym koszty sprzętem w firmie…

 

Przez kilka miesięcy żyliśmy z oszczędności, próbując przestawić się na normalne życie, znaleźć zwyczajną, odpowiadającą moim i mamy kwalifikacjom pracę a także ustatkować się. Może to wydać się nieprawdopodobne, ale pieniądze, które wyrosły na nieszczęściu mojego taty nie dość, że rozpływały się w powietrzu, wręcz “parzyły” w dłonie. Kiedy opowiadałam o tym tacie, potwierdził moją wersję i powiedział, że zauważył dokładnie to samo. Praca była jego tragedią, a pieniądze, które w niej zarabiał zamiast dawać mu szczęście, to je odbierały przez bardzo wiele lat.

 

Kiedy byłam już całkowicie załamana sytuacją, jaka nastała w naszym domu i dokładnie uświadomiona o tym, ile nieszczęścia spotkało moich najbliższych, zaczęłam szukać alternatywnych rozwiązań naszego problemu. Grzebiąc nieco w Internecie natrafiłam na wiele ciekawych zjawisk nadprzyrodzonych, takich jak choćby “klątwa złego pieniądza” i najzwyczajniejszy brak szczęśliwej energii i pozytywnej aury w domu, które jedyne zaczęły mi się wydawać logicznym wyjaśnieniem naszego nietypowego, wieloletniego pecha.

 

Tak szybko, jak znalazłam przyczyny naszego nieszczęścia, tak też szybko odnalazłam na nie solucję. Rytuał szczęścia i fortuny, który to przywraca krążącą po wszechświecie pozytywną energię na właściwe tory, dzięki czemu trafia ona wprost do potrzebujących jej najbardziej. Nie mając zupełnie innego pomysłu zaryzykowałam i nie uwierzycie, jakie było moje zdziwienie, kiedy krótko po seansie u wróżki Amali dostałam od mamy smsa o treści “wyniki Ojca się polepszyły, zaprasza nas na kolację”.

 

Choć wydaje się to nieprawdopodobne, właściciel restauracji okazał się starym przyjacielem z ławy mojego taty, u którego do dziś dnia pracuję spełniając się w kuchni i zarabiając naprawdę spore pieniądze, mimo swojego ukierunkowanego w zupełnie innej dziedzinie wykształcenia. Dzięki powrotowi do zdrowia i do starej przyjaźni mój ojciec rozpoczął współpracę z restauracją odrobinę zmieniając profil swojej firmy, wreszcie zaczął robić to co lubi, nie tracąc całej energii na życie zawodowe, a co za tym idzie, stał się szczęśliwszy z moją mamą. Pieniądze, które zaczęły szybko znowu pojawiać się w domu zaczęły dawać nam szczęście i spokój ducha. Ponadto spełniło się jedno z moich i jak się okazało mojego taty skrytych marzeń. Znajomy podarował nam szczeniaka, który rośnie jak na drożdżach i sprawia, że wieczory w naszym domu emanują szczęśliwą, domową, rodzinną atmosferą.

 

Choć do niedawna wydawało mi się to nieprawdopodobne, energia, świat metafizyczny i magia istnieją naprawdę i mają ogromny wpływ na nasze życie. Dałam sobie szansę uwierzyć w moc magicznych rytuałów i znalazłam prawdziwe szczęście.